Po cóż mieć nadzieję na raj,
kiedy sama Przysucha była rajem?
Izaak Baszewis Singer

Getto

Getto według jednych źródeł zostało założone w Przysusze 10 lipca 1941 r., K. Urbański podaje datę 15 sierpnia 1942 r.[1]. Obejmowało dwa rejony miasta: od ulicy Krętej, Ściegiennego, przez Plac Kolberga oraz od ulicy Warszawskiej, Partyzantów, do muru okalającego dwór i folwark, do Wiejskiej i Brzozowej (współczesne nazwy ulic). Przy ulicy Wiejskiej (róg ul. Warszawskiej) znajdowała się brama wjazdowa wykonana z siatki, drutu kolczastego i słupów o wysokości około 4 m, zamykana na łańcuch[2]. Zgodnie z rozporządzeniem władz okupacyjnych, Żydzi, którzy bez upoważnienia opuszczali wyznaczoną im dzielnicę podlegali karze śmierci. Ochronę getta stanowiła policja żydowska, straż polska i policja granatowa. Co godzinę przepuszczano Żydów z jednej części getta do drugiej. Przejście-przesmyk zaczynało się przy placu przy synagodze i dochodziło do ulicy Krakowskiej naprzeciw Krętej.

 getto Przysucha małe

                 AIPN

Przy ulicy Krakowskiej mieszkał żydowski lekarz Dawid Krongold[3], zaangażowany w działalność konspiracyjną, prowadził także od 1940 r. żydowski szpital epidemiczny. Przyjmował ofiary epidemii duru brzusznego i czerwonki. Praktycznie bez leków i żywności starał się ratować za wszelką cenę chorych i głodujących. Zimą 1941 r. wybuchła epidemia tyfusu, w 1942 r. do najczęściej występujących chorób dołączyła czerwonka i gruźlica. Działalność szpitala wspierała m. in. „American Joint Distribution Committee”. W wyniku przybywania nowych grup przesiedleńców, warunki w getcie zaczęły się drastycznie pogarszać. Do Przysuchy kierowano transporty Żydów z Drzewicy, Przytyka, Łodzi, Płocka. Dla najbiedniejszych oraz uchodźców uruchomiono publiczną jadłodajnię[4].

W 1940 roku do Przysuchy przesiedlono 1500 osób z sąsiedniego Przytyka, natomiast wiosną 1941 roku przybyli Żydzi z powiatu ciechanowskiego (Regirungdbezirk Zichenau). W tym samym roku przesiedlono około 1500 Żydów z Szydłowca i 1000 z Drzewicy. W lipcu 1941 r. obliczno, że w mieście znajduje się 3119 Żydów.

454942054_8221921281204027_6729488592259318525_n

Latem 1942 r. (kilka miesięcy przed likwidacją getta), najprawdopodobniej 6 lipca 1942 r., niemiecka policja zastrzeliła wszystkich członków Judenratu i żydowskiej policji. Egzekucji dokonano w budynku Judenratu lub na sąsiednim podwórzu. Na temat jej przebiegu i okoliczności istnieją różne wersje. Jedna z nich mówi, że była to zemsta Niemców za spalenie magazynów zbożowych w pobliskiej wsi Smogorzów. Inna wersja twierdzi, że Niemcy zgromadzili Judenrat i żydowską policję na zebraniu w sprawie dostarczania kontyngentów mężczyzn do obozów pracy, a potem zamordowali zebranych.

Żydowskie organizacje samopomocowe próbowały zainteresować instytucje charytatywne na szczeblu centralnym uruchomieniem produkcji rękawiczek, swetrów i pończoch na terenie getta. W okresie wojny znajdowało się tu 300 maszyn do wyrobu rękawiczek wełnianych o zdolności produkcyjnej 3600 dziennie oraz maszyn do wyrobu swetrów, skarpet i pończoch.

Przed agresją Niemiec na Związek Radziecki żandarmi z Opoczna i Nowego Miasta coraz częściej przeprowadzali rewizje w domach żydowskich. Niemcy zabierali ciepłą odzież, a przede wszystkich kożuchy na wyprawę wojenną na wschód; dopuszczali się przy tej akcji wielu aktów przemocy. Okrucieństwem zasłynął szczególnie żandarm Moritz [Moryc].  „Opoczyński żandarm mówił czysto po polsku. Przyjechał kiedyś do Przysuchy i przyszedł do lokalu Morycowej (Polki) w Przysusze. Zapytał właścicielkę o nazwisko, kiedy mu odpowiedziała, uśmiechnął się tylko i wyszedł. Mówiło się, że Żydzi zamordowali Morycowi rodziców gdzieś koło Lwowa i dlatego mścił się na tym narodzie. Był na niego zamach w Częstochowie. Strzelał do Żydów, jak do psów. Często stał na Placu Kolberga z bronią skierowaną na ul. Warszawską i był w stanie zastrzelić Żydówkę przebiegającą przez drogę na wysokości ul. Wiejskiej. Strzelec był z niego niesamowicie dobry. Byłem świadkiem, jak strzelał do grupy kilkunastu Żydów, których przetrzymywano w izbie gminnej oraz do małego dziecka w getcie”[5].

W kwietniu 1942 r. oddział żandarmerii niemieckiej z Opoczna przyprowadził na podwórko gminy Przysucha 24 młodych Żydów. Wszystkich własnoręcznie zastrzelił  Moryc[6].

„Był to żandarm w stopniu feldfebla. Taki czarny, wysoki, szczupły był. To znaczy Moryc on tak se lubiał wyjeżdżać właśnie rano, przed śniadaniem, Żeby mu lepiej śniadanie się zjadło, to musiał zastrzelić jednego Żydka. Jak on przejeżdżał, zawsze pistolet leżał mu na prawym siedzeniu, już naładowany, przygotowany. Pamiętam taki zielony odkryty samochód miał i tym samochodem właśnie jeździł, to on sobie jeszcze wyjeżdżał do Przysuchy, do Odrzywołu, do Drzewicy i tam se tak strzelał tych Żydków”[7].

Tymczasem naziści m.in. w siedzibie władz dystryktu radomskiego dopracowywali szczegóły gigantycznej akcji eksterminacji ludności żydowskiej w ramach tzw. „Akcji Reinhardt[8]”, która zgodnie z życzeniem Józefa Millera miała rozpocząć się w GG. Systematyczna zagłada miała dotyczyć około 400 tys. Żydów dystryktu radomskiego[9]. Prawdopodobnie w grudniu 1941 r. Hitler podjął decyzję o utworzeniu obozów śmierci. 20 stycznia 1942 r., podczas konferencji w Wansee, władze III Rzeszy zrezygnowały z wyznaczania nowych, odległych geograficznie terenów przeznaczonych na deportację Żydów i podjęły decyzję o zagładzie narodu żydowskiego. Wiosną 1942 r. Niemcy rozpoczęli przygotowania do finalizacji procesu zagłady tej nacji.

bagnowka2 bagnówka 3

"Likwidacja" przysuskiego getta rozpoczęła się prawdopodobnie między 27 a 31 października 1942 r. Datacja aktu deportacji Żydów przysuskich z Opoczna do Treblinki jest różna. Według dokumentów ŻIH miał on miejsce pomiędzy 27 a 31 października 1942 r., potwierdza to także zapis w pamiętniku Wojciecha Gołuchowskiego, zaś portal „Pamięć Treblinki” podaje datę 22 października 1942 r., kiedy transportem objęto 4000 osób[10].

 sroda-16o52oo7-067

Opoczno. Transport Żydów przysuskich, 1942 r. Zb. Muzeum Regionalnego w Opocznie

 Szacuje się, że w tym okresie zamieszkiwało przysuskie getto około 5000 Żydów. Do osady przybyło około 100 żandarmów z Końskich, Nowego Miasta i Opoczna. Według Opoczyńskiej Księgi Pamięci w akcji brali udział policjanci niemieccy i polska policja granatowa oraz jednostki ukraińskie i litewskie. Getto zostało otoczone strażnikami. Niemcy nakazali okolicznym rolnikom, którzy posiadali wóz i konia, stawić się w godzinach rannych na placu przykościelnym. Żydom nakazano gromadzenie się w określonych punktach dzielnicy. Po dokładnym przeszukaniu domów zastrzelono ukrywających się, chorych, kalekich. Pozostałych przy życiu kierowano na plac przykościelny. Każdy mógł zabrać rzeczy osobiste o maksymalnej wadze 20 kg. Na placu Niemcy przeprowadzili selekcję. Ponad sto osób pozostawiono w getcie. Według innej wersji wybierał ich dr Preszt. Zgromadzeni na placu 3 Maja Żydzi byli umieszczani po 6-10 osób na chłopskich furmankach i kierowani w kolumnie do Opoczna. Musieli zapłacić za swój przejazd. Część poruszała się pieszo. Kiedy pierwsze furmanki wjeżdżały do Opoczna, ostatnie jeszcze nie opuściły Przysuchy. Na opoczyńskiej rampie kolejowej ładowano Żydów do wagonów towarowego pociągu. Celem transportu był obóz zagłady w Treblince. Antoni Seta ze Skrzyńska brał udział w wywózce Żydów do Opoczna. Kiedy wieczorem wrócił do domu, nie mógł mówić, tylko łkał. „Matka-mówił do żony, żebyś widziała oczy tej Żydóweczki, wielkie, przerażone! Matka!”[11].

 6088531a1590e901348375

Opoczno. Transport Żydów przysuskich, 1942 r. Zb. Muzeum Regionalnego w Opocznie

Moryc w dniu likwidacji getta, zajął miejsce naprzeciw przesmyku przy ulicy Krakowskiej i przez kilka godzin strzelał do wychodzących z getta Żydów. „To było takie straszne, że aż oczy bolały patrzeć. Kat ociekał krwią, wyglądał jak rzeźnik, przebierał się w budynku policji granatowej”[12].

Pełne tragizmu sceny rozegrały się także na skraju getta przy ul. Warszawskiej, wzdłuż muru oddzielającego folwark dworski. Żydzi forsowali mur i wspinali się na drzewa w parku dworskim[13].

Po południu Niemcy wywozili jeszcze ofiary na miejscowy cmentarz żydowski i tam do późnych godzin wieczornych trwały egzekucje. W tym dniu zamordowano kilkuset Żydów. Z rąk Moryca zginął także Polak, chłop z Nieznamierowic, który próbował wykręcić żarówkę w opuszczonym żydowskim domu. W osadzie pozostawiono około 100 osób.

W jednej z posesji znaleziono dwoje dzieci żydowskich, jedno miało około dwóch lat (prawdopodobnie z Zespołem Downa), drugie kilka miesięcy. Żydzi liczyli, że ktoś je znajdzie i przygarnie, jednak nikt nie wiedział co z nimi zrobić, przewieziono je na posterunek. Moryc kazał je wynieść na podwórko i położyć na stole. Do jednego z dzieci strzelał sześć razy i nie mógł go zabić. Wojnę przeżył krewny dzieci, mieszkał w Ruskim Brodzie[14].

Wojciech Gołuchowski[16] notował 7.10.1942 r.: „Rano o 6-tej zbudziłem się. Za chwilę rozległy się strzały od  getta. Żandarmi przyjechali likwidować komunistów. […] Strzelanina trwała do 8.30. Były to poszczególne strzały. Miasteczko wymarłe, a szczególnie część żydowska. […] Zabito tam trzydzieści kilku żydów, mężczyzn i kobiety”. Zapis z 2.11.1942 r.: „W miasteczku odbywały się licytacje ruchomości żydowskich i strzelano. Kilku żydów, którzy tu wrócili uciekłszy poprzednio. Robi to przygnębiające wrażenie[…] W miasteczku licytacje żydowskich gratów skończone. Wczoraj jeszcze tłumy fur zabierały rupiecie. Nie obeszło się bez incydentów i kłótni” [Zapis z 9.12.1942 r.] Od rana wywieźli resztkę Żydów podobno do Ujazdu”[17].

Relacja zawarta we Wspomnieniach Zofii Michockiej, żony Zygmunta Michockiego, miejscowego lekarza.

Dziś mają wywozić Żydów w nieznane. Całą noc dzielnica żydowska otoczona strażą złożoną z naszych chłopców. Podobno tam były straszne sceny. Żydówki wariowały, całowały dzieci i biły je jednocześnie, deptały szkła i wartościowe rzeczy, aby tylko nie dostały się w ręce „gojów”. Przekupywano straż i masę Żydów uciekło na wsie by zginąć później z ręki chłopa lub Niemców. Od samego rana, od 4-tej a nawet podobno całą noc jechały podwody i stawały na placu obok nas i obok kościoła, a polska policja omal się nie poprzerywała tłumokami. O szóstej spędzono Żydów na plac przed kościołem. Jak się to odbywało nie wiem, gdyż nie mogłam opuścić łóżka, bo raz po raz słyszałam kanonadę maszynowych karabinów. To likwidowano starców, chorych i tych, którzy chcieli ginąć na miejscu i leżeć obok mogił swych najbliższych. Wczuwałam się w rolę poszczególnej Żydówki jak żegna męża i dzieci i z tłumoczkiem czeka, by zirytowany żołnierz niemiecki kopnął ją w brzuch lub dał kolbą po głowie. Przyszłam na plac późno, ale nie po to, by się napawać cudzą męką, bo choć się wstydzę swej słabości, ale płakałam nad ich tragizmem. Bo oto widziałam ogrom cierpienia wyryty na ich twarzach, ale nikt nie mógł wydać nawet cichego jęku, gdyż taki padał trupem. Jacy oni byli posłuszni i zrezygnowani, biegiem to biegiem, padać itd. wykonywali z entuzjazmem. Kobiety z dziećmi już siedziały na wozach, a kałmucy zaczęli urządzać polowanie, bo oto jakaś stara Żydówka już nie miała miejsca, więc kazali jej uciekać. Ta kłania się w pas i szczęśliwa ucieka, a za nią seria strzałów. Pada i znów się podnosi, ale w końcu zostaje ale zezwłok ludzki, strzęp krwawy. Każda furmanka przed odjazdem podlegała rewizji, brano różne rzeczy, nawet wylewano lemoniadę z butelek. Nie było człowieka, który nie krwawiłby z ręki żandarma Moryca. Furmanka wyjeżdżała jedna za drugą konwojowana przez wojsko. Podobno uciekali jeszcze po drodze do Opoczna. Nie wiem, ja wracałam obok getta, ale trzeba było iść powoli gdyż drogę zagradzały krwawe trupy ludzkie. Widziałam trupy ze zmasakrowanymi głowami, jakieś porozwalane pośladki, czy plecy a za węgłami czatowali chłopi na łup, jak hieny na żer. To okropne, jeszcze świeży zapach krwi ludzkiej, jeszcze trupy krwawe wokoło, a już w ich domach rabunek. To było wstrętne i nad wyraz bolesne.

6088532cc3d9e612539957

           Opoczno. Żydzi z Przysuchy, 1942 r. Zb. Muzeum Regionalnego w Opocznie

Niektórym udało się zbiec. Co najmniej kilkunastu Żydów, wstąpiło do oddziału Gwardii Ludowej Juliana Ajzenmana vel Kaniewskiego, ps. „Julek”, „Lew”, „Chytry”[15].

Duża grupa rozproszyła się po lesie, szukała schronienia w leśniczówce u rodziny Kazimierza Pawlika i Otokara Rudke ps. „Orzeł”. Około 10 osób ukrywających się z pomocą rodziny Noga, po polskim donosie zabito 4 lutego 1943 r. w Tadeuszówce (Fadejówce) koło Bolęcina. Zginęła również córka gospodarzy Marta Noga.

Najłatwiejsza była forma pomocy, która nie wymagała podejmowania wielkiego ryzyka, której udzielano jakby „mimochodem”, nie biorąc całkowitej odpowiedzialności za los prześladowanych. Ludzie, którzy przyjęli ich pod swoje dachy, robili to z różnych powodów, ale wszyscy ryzykowali życiem. Część ukrywanych Żydów została zamordowana przez Polaków dla zysku, część – zadenuncjowana, okradziona i pobita przez mieszkańców Przysuchy i Skrzyńska (sąsiedniej wsi). 

Znacznie mniej było takich osób, które nie bacząc na niebezpieczeństwo, zdecydowały się ratować cudze życie, udzielając kryjówki uciekinierom. W Kozłowcu, za ukrywanie Żyda, wywieziono część rodziny Tomasików do Tomaszowa Mazowieckiego. „Matka z córką zostały następnie wywiezione do Oświęcimia, gdzie Tomasikowa zmarła, a córkę przewieziono do obozu w Gross-Rosen. Przeżyła obóz, byłą dobrą krawcową, szyła Niemcom różne rzeczy. Pamiętam, że miała wyłamaną szczękę”[18]. W Skrzyńsku po likwidacji getta ukrywał się w kopcu ziemniaków Żyd. Jedna z mieszkanek wsi widząc patrol niemiecki, wskazała ruchem głowy miejsce pobytu uciekiniera[19]. Podczas likwidacji getta w domu rodziny Dryglewskich ukrywał się Sulej Lewental oraz Szulem Rozenberg z siostrą, właściciele „kopulaka”, którzy przeżyli wojnę[20]. Przy ul. Targowej mieszkał Józef Jasiński, uczestnik wojny bolszewickiej. Na poddaszu swojego domu ukrywał młodą Żydówkę, bliską koleżankę swojej córki. Nie wiadomo, czy przeżyła wojnę[21].  Wszyscy, którzy przyjmowali Żydów pod dach, narażali swoje życie. Rodzina Wojtuników ze Zbożenny k/Przysuchy za ratowanie Żydów, została uhonorowana w 1991 r. medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata[22].  

Niektórzy Żydzi przeżyli i wrócili, by szukać informacji o bliskich. Jednak wkrótce odeszli, ponieważ ich domy i sklepy miały już nowych właścicieli.

 

Agnieszka Zarychta-Wójcicka

 

 

[1] K. Urbański, Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim, Kraków 2004, s. 132.

[2] Relacja J. Pawlika w zb. MOK w Przysusze.

[3] Urodził się w Radomiu  18 listopada 1905 r. Był synem Schlamy Krongolda i Hindy Finkiestein. Miał gabinet w Przysusze przy Placu 1 Maja. Był stanu wolnego, zarabiał średnio 500 zł. Źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi, (dalej: APŁ), zespół: Sąd Okręgowy w Piotrkowie, sygn. 11831,s. 10.

[4] Patrz szerzej: Opoczyńska księga pamięci, red. J. Gapys, E. Majcher-Ociesa, Opoczno 2014, s.78-81.

[5] Relacja S. Smerdzyńskiego, zb. Rodziny Małeckich..

[6] Kronika parafii pw. św. Jana Nepomucena w Przysusze, s. 32.

[7] Relacja Józefa Woźniaka ur. w Opocznie, https://collections.ushmm.org/oh_findingaids/RG-50.488.0299_trs_pl.pdf, dostęp Internet: 20.09.2019.

[8] Nazwa pochodziła od nazwiska sekretarza stanu w Niemieckim Ministerstwie Finansów, Fritza Reinhardta, a wskazywała na materialne korzyści, jakie miało przynieść reżimowi wymordowanie 1,75 mln Żydów.

[9] J. A. Młynarczyk, Organizacja i realizacja „Akcji Reinhardt” w dystrykcie radomskim, Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, red. D. Libionka, IPN, Warszawa 2004, s. 183.

[10] www.pamiectreblinki.pl. Dostęp 12 lipca 2019 r.

[11] Relacja Z. Sety, córki Antoniego.

[12] Relacja I. Pawlik, zb. MOK w Przysusze.

[13] A. Dembińska-Gorzkowska, E. Pawlik, Dembińscy z Przysuchy. Między Polska a Ameryką, Przysucha 2018, s. 33.

[14] Relacja Józefa K. Szlęzaka.

[15] Patrz szerzej: R. Rudnicki, Oddział partyzancki NSZ „Sosna”/ „Las 1”. Historia prawdziwa oddziału kpt. „Toma”, Kraków 2020,  s. 33-38.

[16] Wojciech Maria hr. Gołuchowski (1888-1960), polityk, wojewoda lwowski, hrabia, właściciel dóbr w Galicji. Po wywiezieniu go wraz z rodziną ze Lwowa na roboty do Niemiec w 1939 r. wszyscy powrócili do kraju w maju 1940 r. i osiedli w Przysusze, majątku Henryka i Marii z Gołuchowskich Dembińskich, gdzie pozostali do końca wojny.

[17] M. z Gołuchowskich Zachorowska, Życie codzienne we dworze rodziny Dembińskich w Przysusze w czasie II wojny światowej, Przysucha 2022, s. 68-69.

[18] Relacja J. K. Szlęzaka, zb. MOK w Przysusze

[19] Relacja Z. Sety.

[20]  Relacja S. Smerdzyńskiego, zb. Rodziny Małeckich.

[21] Relacja ustna M. Chrapczyńskiego.

[22] Na awersie medalu widać dwie ręce trzymające liny osnute drutem kolczastym. Liny otaczają kulę ziemską. To symboliczne wyrażenie idei, zgodnie z którą ratujący sprawiają, że kula ziemska kręci się – świat istnieje. Kula otoczona jest słowami: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”.